13 Bieg Ulicą Piotrkowską. O pizzy i o biegu

24 maja 2015

20150524_1916
Łódź. Ilekroć jestem, zawsze mam skrajne odczucia. Powinni to miasto sprzedać w całości Szejkowi z miłością do czerwonej cegły. Jakby wrzucił tu kilka tirów petromiliardów, byłoby to miasto ładniejsze od najładniejszego.

Piękne kamienice w centrum, wspaniałe budynki z czerwonej cegły fabryk i zakładów. Wystarczy to tylko wyremontować. No pozostają jeszcze robotnicze osiedla mieszkaniowe – tu widzę tylko robotę dla sprawnej ekipy saperów.

ARC-2015_0523_1848

Biuro Zawodów. Niewątpliwie jedno z najładniejszych, gdzie byłem. A trochę byłem. Taki standard prawie olimpijski. Fantastycznie wyremontowany obiekt. Biuro Zawodów w kompleksie Hotelu Andel’s. Mam tylko nadzieję, że biegacze nie zrobili chlewu z toalet. Choć to tylko nadzieja, bo już o 14.30 widziałem i czułem, że część społeczeństwa zdecydowanie nie wyszła jeszcze poza poziom toalet zbijanych z dech nieheblowanych.

ARC-2015_0523_1868

ARC-2015_0523_1850

Parking. Najpierw planowałem wyjazd z noclegiem, więc parking miał być hotelowy. Później doszedłem do wniosku, że 180 km za kółkiem, bieg na dychę i sto osiemdziesiąt over to pikuś, więc parking należało zabezpieczyć sobie według uznania i doświadczenia. Organizatorzy wyznaczyli tu i owdzie, w tym na terenie CH Manufaktura. Nie wiem jak było z miejscem na tych parkingach, pewnie sporo zależało od czasu przybycia. Nie wiem jak przede wszystkim było z bezpieczeństwem pozostawionego mienia, bo zazwyczaj przy okazji tego typu imprez, przybywają również mistrzowie dyscyplin niekoniecznie sportowych. Mam już trochę doświadczenia i staram się być wystarczająco wcześniej, aby zaparkować w miejscu w miarę wygodnym i bezpiecznym.

Tym razem rzeczywistość przerosła oczekiwania. O 13.30 zaparkowałem jakieś 200-300 m od startu. Po chwili obok zalogował się pojazd załogowy do obstawy imprezy. Parkujący nieopodal policjobus dawał poczucie jako takiego bezpieczeństwa, ale że niebawem pojawi się tam kilka samochodów ochrony VIPów jakiegoś spotkania „na szczeblu” nie przewidziałem w najsłodszych snach. Goście za słuchawkami w uchu i o budowie zdecydowanie odbiegającej od kenijskich standardów, byli gwarantem, że żaden amator najek, boostów i nikonów nie podejdzie nawet do tego do parkingu.

Numerek. Odebrałem spokojnie, powolutku i na luzie, bez obaw o pozostawione mienie. Tu taki scenariusz. Podałem numer, wypisałem kartę, odebrałem pakiet, numer i w drugiej sali koszulkę. Na chwilę usiedliśmy w hallu, oglądnąłem koszulkę, a tępym wzrokiem wpatruje się w ten numer, i gdzieś w podświadomości całkiem przez przypadek rejestruję, że patrzę na numer podobny do mojego, ale jednak inny. Dobrze, że jeszcze w hotelu, i dość wcześnie. Ot taki czeski błąd wszystkich po kolei. Od wydających do przyjmującego. Wróciłem, wymieniłem, i udałem się pod jeden z wcześniej uzyskanych od tubylców adresów, gdzie według ich opinii można będzie zjeść na tyle bezpiecznie, aby za przeproszeniem „nie-posrać-się” w najważniejszym momencie dnia.

ARC-2015_0523_1852

 

ARC-2015_0523_1856

ARC-2015_0523_1859

ARC-2015_0523_1857

Pizza. Na liście Pizzeria In Cenrto na Piotrkowskiej, oraz Pizzeria Italica ul.Kościuszki prowadzona przez rodowitego Włocha Antonio Marrollo. Padło na Włocha. Zaufałem doradcom, bo sam raczej bym nie wybrał. Wystrój lokalu przypominał pogierkowską stołówkę zakładową, ale faktycznie pizza była bez zarzutu, choć mam wrażenie, że włoski właściciel już pomału zapomina o swojej ojczyźnie. Ale w dodatkach podano oliwę, nie ketchup – wiec poziom trzyma. Natomiast tiramisu odradzam zdecydowanie. Zbudowane na bazie biszkoptów z najniższego regału Biedronki, ze wskazaniem na obecność bitej śmietany, choć kelnerka twierdziła, że nie. Lekko wstrętne. Kawa też nie przerosła mojego domowego ekspresu. Ale na pizze możecie tam spokojnie wpaść.

 2015-05-23-15.01.24

Deszcz. Zaczyna lekko kropić, a po chwili można rzec – pada deszcz. Zapada najbardziej kontrowersyjna decyzja dnia – idę tylko na bieg, nie zawracam sobie głowy zdjęciami, sprzętem fotograficznym. Ani pogody, ani światła, ani efektu. A logistyka biegacza-fotografa „co i jak” w deszczu zaczyna wyglądać bardziej skomplikowanie. Za stary jestem, nie chce już mi się. Odpuszczam. Z żalem, ale bez płaczu.

Na kilkanaście minut przed startem deszcz przestaje padać, planów jednak nie zmieniam. Szybka szatnia w samochodzie, po osiemnastej rozgrzewka. W kufrze przezornie ciuchy na zimno i gorąco, oraz dwie pary butów. Widząc mokry bruk, śliskie szyny tramwajowe, postanowiłem biec w Adidasach Supernova Glide. Podeszwa Continental dawała najlepszą pewność kontaktu z podłożem. Temperatura 15 stopni idealna, ale jednak wybieram „ogrzewającą opcję” ze wskazaniem na obciach, i zakładam CEPy.
Zapisałem się do trzeciej strefy 40-50 min, ale mózg mocno zarejestrował fakt sprzed trzech tygodni, kiedy wracałem do domu nieomal na kolanach (i nie było to niestety po upojnej nocy) i ciągle podsyła impuls lęku, że może coś znowu. Asekuracyjnie ustawiam się pod koniec strefy. Rozsądek to przywilej wieku, ale cichy zabójca fanu.  Muszę jeszcze wrócić prawie 200 km do domu, więc na życiówkę zamachu nie planuję.

20150523_181844

Start. Zróbmy Hałas. Oklaski. Strefa za strefą, szybko i sprawnie. Po czwartym kilometrze orientuje się, że organizm właściwie nie odczuwa, że biegnę. Spoglądam do tyłu, balony 00:50 jakies 50-100 m, postanawiam przyspieszyć. Mijając hałas na piątce już wiem, że podszedłem do tematu przesadnie asekuracyjnie, i wypada wziąć się do roboty. Bufet. Dwa kubki z wodą, kilka łyków i to co lubię najbardziej – czuję, że mogę. Dodatkowej mocy dodają odgłosy mijanych „lordów waderów”. I to z mocno niższych kategorii wiekowych. No wiem, nieeleganckie to takie i niesportowe. Narastające tempo. 7 – 8 – 9 km. Teraz to już w trupa.

Trasa. Niewątpliwie miejska. I dobrze płaska. Różnica poziomów 30m. Dużo bruku, zakrętów, nawrotów i szyn tramwajowych. Dość kręta trasa, bruk, trochę „poremontowego” błota plus padający przed startem deszcz spowodowało, że nie była tak szybka, jak można by wnioskować po profilu wysokości. Ale kto miał szybko biec – pobiegł i dał radę. Dobra temperatura i brak wzniesień pozwoliły na lepsze rozłożenie zasobów energii, co przełożyło się na osiągnięcie wielu życiowych rezultatów, zwłaszcza przez biegaczy meldujących się na mecie w przedziale czasowym 45-55 min i dalej. Sam przebieg trasy – dla przybysza dość interesujący – Lutomierska, Stary Rynek, Plac Wolności, Muzeum Bajki, Manufaktura.

Forerunner 920XT. No niewiarygodne – hałas na ulicy, równo z każdym kilometrem wskazań Garmina. Cały bieg pokazał 10.05km. Biorąc pod uwagę niezwykle pokręconą trajektorię lotu (bo trasa miała w cholerę zakrętów i agrafek) – wskazanie nieomal perfekcyjne. Przecież nie biegłem po linii 1m od krawężnika, zgodnie ze standardem atestu.

GARMIN-RUN

 

Meta. Długi szpaler barierek, aby wydostać się z tej strefy lekko zaczyna irytować. Dobrze, że nie pada, bo zdrowy bym z tego nie wyszedł. Po 5 minutach udaje się wyzwolić z „ram organizatora” przez wyjście do depozytu, którego nie mam, ale mam już dość dreptania do wyjścia. Jeszcze kolejne pięć minut błąkania się pomiędzy bramkami, aby dotrzeć do samochodu. Szybka szatnia, suche ciuchy, SMS że setny w kategorii wiekowej, i do życiówki zabrakło, co jasnym było od trzech tygodni.

Kanapki. Dobrze mieć na pobiegu. I michę sałatki z owoców różnych. Najlepiej egzotycznych, mokrych i soczystych. Najlepsze robi – wiadomo – osobisty menago. I chwała mu za to. Jeszcze izotonik, bułeczka i w drogę. Ciemno, leje deszcz, 180km do domu, na całym świeci półtorej godziny jazdy, w Polsce będzie trzy jak nic. Trza było nie sknerzyć, i przespać się jak biały człowiek w hotelu. Cóż, życie, to sztuka wyboru 😉

Osobisty trener w mojej osobie mocno pukał się w głowę, analizując dziś bieg. Na życiówkę nie polowałem, ale druga piątka 3 minuty (słownie – trzy) szybciej od pierwszej połowy, to jednak fatalne zaplanowanie biegu. Rozsądek i asekuracja na pierwszych kilometrach może i zdrowe, ale mało efektywne.

 

< Zobacz video z Biegu ulicą Piotrkowską >

 

13. Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run
data: 23.05.2015
dystans: 10,00 km / Atest PZLA
ukończyło: 3731 osób

MĘŻCZYŹNI
1.Kiplimo Stephen (Kenia) – 00:29:42
2.Kipkosgei Gilbert (Kenia) – 00:29:43
3.Romanenko Roman (Ukraina) – 00:30:17
4.Komen Joel kosgei (Kenia) – 00:30:43
5.Osmulski Tomasz (Polska) – 00:32:00
KOBIETY
1.Mierzejewska Agnieszka (Polska) – 00:33:41
2.Fiskovicz Lilia (Mołdawia) – 00:34:21
3.Trzaskalska Izabela (Polska) – 00:34:34

Mój ToyBOX.
buty – Adidas Supernova Glide 7
skarpetki – Nike Elite Lightweight quarter
opaski – CEP Allsport Compression Calf Sleeves
bokserki – X-Bionic BE
szorty – Nike 5″ Racing Shorts
koszulka – Nike Dri-Fit Racing Short-sleeve Shirt
czapeczka – Nike Mesh Daybreak
akcesoria – Garmin Forerunner 920XT

 

 

ARC-2015_0524_1910_1

Warto przeczytać

Co robić z ciuchami po treningu… czyli jak prać odzież sportową

9 grudnia 2017

Jak prać? O dziwo jest to pytanie, które często pojawia się w dyskusjach na biegowych grupach i forach. Czynność wydaje się banalnie prosta, a jednak stanowi problem dla sporej grupy biegającego społeczeństwa.

12 jesiennych kurtek na każdą pogodę – moje subiektywne propozycje

18 października 2016

Ogrzewanie mieszkań, ciepłe ciuchy na zimę. Grecy takich kosztów nie maja, ale nie mają też frajdy biegania w jesiennej słocie. My musimy pogodzić się z naturą, nie udawać Greka a na jesień i zimę pomyśleć o odpowiednim ubraniu.

Strava – niezastąpiona dla kolarza i doskonała dla biegacza

7 lipca 2016

Aplikacje i platformy społecznościowe, to narzędzia treningowe, bez których dziś trudno sobie wyobrazić tak amatora jak i zawodowca. Jest kilka bardzo popularnych aplikacji, i wokół nich toczy się w większości życie aktywnej społeczności.

Nike Air Zoom Pegasus 33. Sprawdzone w biegu. Recenzja

10 czerwca 2016

Pierwsza para butów z napisem Pegasus pojawiła się w sklepach w roku 1983. Od tamtej pory zmieniło się wiele, ale jedno pozostaje bez zmian. Pegasus to wciąż najbardziej uniwersalny i  najpopularniejszy but treningowy na rynku.

Nie chcesz biegać, może zacznij chodzić. Nordic Walking miniporadnik

4 stycznia 2016

Bieganie to duża przyjemność, to endorfiny, to jedna z najprostszych form rekreacji. Tak. Bieganie to również jedna z najbardziej kontuzjogennych form rekreacji, i nie zawsze możesz biegać.

X-Bionic – bielizna termoaktywna na zimno, na ciepło, na zawsze

30 grudnia 2015

Dziś zacznę nowy cykl prezentujący czołowe marki specjalizujące się w produktach przeznaczonych dla ludzi aktywnych. Sukcesywnie przedstawię kilka najważniejszych, mających wpływ na rozwoju nowoczesnych technologii.

Kurtka jesienna do biegania. W co się ubrać – szafa biegacza vol.5

8 września 2015

Dobra kurtka do biegania. Jeśli szukacie jednej, uniwersalnej – nieprzewiewnej, nieprzemakalnej, oddychającej, ciepłej, takiej która sprawdzi się w jesienne szarugi, a może też zimowe mrozy – kupcie cokolwiek. Dlaczego?

Asics Foot ID. Komputerowe badania stóp.

17 maja 2015

Jeśli Wasza przygoda z bieganiem to coś więcej niż sprint do ruszającego z przystanku autobusu, dobrym i zdrowym krokiem będzie zakup prawidłowo dobranych i dopasowanych do naszej stopy butów biegowych. A nie jest to wcale łatwe zadanie.

Zimne ciuchy na gorące dni – wiosenno letnia szafa vol.2

13 maja 2015

Z dnia na dzień robi się coraz cieplej. Coraz częściej spotykam biegaczy emanujących gołymi torsami. Czy faktycznie jest im chłodniej?.